Łzami okraszony.

Felietony o tym co nieuchwytne.

Łzy mi się skończyły.

Czasami łzy są jedynym ujściem dla emocji. Stają się wyrazem tego, co nawet nie czeka, by zostać nazwane. Po prostu zaczynają płynąć. Płaczemy, gdy nie mamy już siły dłużej tłumić tego, co w nas narasta. Niekiedy łzy przywołują wspomnienia, otwierając dawno zabliźnione rany. Przychodzi jednak moment, w którym wypłakaliśmy już cały ból. Pojawia się ulga, jakby wraz z ostatnią łzą odpłynął cały ciężar, który przez długi czas nosiliśmy w sobie.

Czas żniw.

Nadchodzi czas żniw. To, co jeszcze niedawno było ziarenkiem wrzuconym w ziemię, zaczyna wydawać swoje plony. Efektów tego, co robimy, często nie widać od razu. Najpiękniejsze rzeczy dojrzewają, gdy odpowiednio o nie zadbamy. Gdyby każdy z nas zajął się swoim ogródkiem, świat byłby znacznie lepszym miejscem. Nie z obojętności na innych, lecz z odpowiedzialności za to, co naprawdę znajduje się w naszym zasięgu. Bo być „egoistą” to jedna z najbardziej społecznych rzeczy, jakie możemy zrobić.

Tak od niechcenia.

Tak od niechcenia stwórzmy coś. Brzmi lekko. Niby od niechcenia, nie wymuszając nic przychodzą najlepsze pomysły. To taki stan, w którym umysł, nierozproszony niczym, staje się wolny i zrelaksowany. Widzi pustkę i uruchamia wyobraźnię. Na tym polega energia kobieca — to zdolność tworzenia. Kiedy pojawia się przestrzeń, w której nie trzeba niczego udowadniać ani kontrolować, energia zaczyna płynąć. Ta sama energia, która tworzy życie, powołuje do życia projekty. Być może dlatego architekci nazywają je czasem swoimi dziećmi.

Przypadek nie istnieje.

Jak kiedyś powiedział Carl Gustav Jung „przypadek nie istnieje” – bo to co na pierwszy rzut oka wydaje się zbiegiem okoliczności, dopiero po czasie okazuje się elementem większej układanki. Czasem dopiero po latach dostrzegamy, że wydarzenie, które kiedyś wydawało się katastrofą, otworzyło drzwi do zupełnie innej drogi. Dobrym symbolem takiego doświadczenia jest Robinson Crusoe.

Oczy skóry.

„Oczy skóry. Architektura i zmysły” Juhaniego Pallasmy to książka o tym, że architektury nie powinniśmy odbierać wyłącznie wzrokiem. Autor krytykuje współczesną kulturę architektoniczną za nadmierne skupienie na efekcie wizualnym. Uważa, że człowiek doświadcza przestrzeni całym ciałem, a wzrok jest tylko jednym ze zmysłów, za pomocą których ją poznajemy. Skoro więc architektura jest doświadczeniem zmysłowym, nie może być tylko obrazem. Musi być wielowymiarowa i autentyczna.

Karma dla duszy.

Czym karmi się dusza? Każdy intuicyjnie wie czego mu potrzeba. Może to być właściwie wszystko, czego doświadczamy: ludzie, rozmowy, książki, muzyka, obrazy, miejsca. Duszę karmią podróże, kontakt z naturą, sztuka, ruch, tworzenie, bliskość drugiego człowieka, ale również cisza i samotność. Karmią ją drobne przyjemności – zapach porannej kawy, ciepło słońca na twarzy, zakamuflowana prawda. Jest też druga strona medalu. Pokarmem dla duszy są również rozczarowania, straty, trudne relacje, porażki i momenty, których najchętniej byśmy nie przeżyli. Dusza nie odżywia się bowiem wyłącznie tym, co dobre. Karmi się wszystkim, co pozostawia w nas jakiś ślad. I tutaj dwuznaczność słowa karma łączy się w jedność.

„Jeśli urodziłaś się bez skrzydeł, nie rób nic, by przeszkodzić im wyrosnąć.”

Tym słynnym cytatem Coco Chanel stała się patronką zdania o skrzydłach. Jej droga nie zaczęła się w świecie luksusu, którego później stała się symbolem. Coco pochodziła ze skromnego środowiska, część dzieciństwa spędziła w sierocińcu, a mimo to stworzyła własny język mody i markę, która przetrwała ją samą. Nie dostała gotowych skrzydeł. Można powiedzieć, że konstruowała je podczas lotu.

W sieci pająka.

„W sieci pająka” Jamesa Pattersona to thriller kryminalno-psychologiczny, ale już sam tytuł niesie znaczenie znacznie szersze niż historia opisanej w nim zbrodni. Sieć staje się metaforą uwikłania – systemu zależności, manipulacji i pozornie przypadkowych zdarzeń, które z czasem okazują się elementami większej konstrukcji. Im głębiej bohater w nią wchodzi, tym trudniej rozpoznać, kto jest ofiarą, kto sprawcą i gdzie właściwie znajduje się jej centrum. Gdzieś musi być jednak pająk – ten, który zna układ nici, ponieważ sam je rozpiął. Architekt jest takim pająkiem tkającym własną sieć zwaną projektem.

Masz talent.

To zdanie wywołuje reakcję i trudno przejść obok niego zupełnie obojętnie. Można przyjąć je bez większego zastanowienia: tak, wiem, to oczywiste. Można też pomyśleć: co ty właściwie opowiadasz? Jaki talent? Gdzie? Albo po prostu: czego ty ode mnie chcesz?

Ci pierwsi przyjmują komplement i idą dalej. Ci drudzy zaczynają się zastanawiać. Szukają w sobie czegoś, co mogłoby potwierdzić usłyszane słowa. Być może po raz pierwszy próbują spojrzeć na siebie nie przez pryzmat tego, czego im brakuje, ale tego, co już w sobie mają.

Tak na oko wygląda całkiem dobrze.

Architektura jest sztuką wyjątkową, ponieważ od początku swojego istnienia pozostaje nierozerwalnie związana z matematyką. Jednak liczby w architekturze nie służą wyłącznie temu, aby określić wielkość elementów i umożliwić ich wykonanie. Od wieków człowiek poszukuje również właściwych relacji pomiędzy wymiarami. Tak powstały systemy proporcji, które miały wprowadzać do przestrzeni porządek, harmonię i piękno. Wymiar określa wielkość. Proporcja określa relację.

Nie tylko ludzie budują domy.

Ptaki wiją gniazda z gałęzi, traw, mchu, błota i wszystkiego, co znajdą w najbliższym otoczeniu, potrafią nawet szyć z liści i traw. Nie czytają norm, nie wykonują projektu budowlanego i nie potrzebują pozwolenia na budowę. Kierują się instynktem, mają doświadczenie zapisane gdzieś głębiej „w ptasim móżdżku” i niezwykłą umiejętność korzystania z tego, co daje miejsce. W tej obserwacji jest coś uspokajającego.

Gdzie kończy się logika, a zaczyna paradoks.

Jednym z moich ulubionych paradoksów jest paradoks Zenona z Elei. Głosi on, że aby dotrzeć do celu, najpierw trzeba pokonać połowę drogi. Zanim jednak pokonamy tę połowę, musimy przebyć połowę tej połowy, a wcześniej jeszcze połowę kolejnego odcinka. W ten sposób droga dzieli się na nieskończoną liczbę fragmentów. Rozum podpowiada więc, że skoro zawsze pozostaje jeszcze jakaś połowa do pokonania, nigdy nie powinniśmy dotrzeć do celu. A jednak docieramy.

Jeśli wyrośnie kwiat cieszy się cały świat.

Jeśli wyrośnie chwast, to już inna sprawa.

Patrząc na garść nasion, trudno powiedzieć, które z nich wyda okazały kwiat, a które zamieni się w uporczywy chwast. Wszystkie są podobne – niewielkie, niepozorne, zamknięte w twardej łupinie. Dopiero czas, warunki i siła życia ukryta w ich wnętrzu ujawniają ich prawdziwą naturę.

À la polonaise.

Istnieją dwa światy. Jeden zapisany jest w ustawach, rozporządzeniach i procedurach administracyjnych. Drugi żyje w ludziach. Pierwszy wierzy, że rzeczywistość można uporządkować paragrafem. Drugi wie, że życie zawsze znajdzie drogę między zapisanymi linijkami.

Najpierw była potrzeba.

Historia budownictwa jest w istocie historią ludzkich potrzeb. Potrzeba schronienia była jedną z pierwszych, jakie pojawiły się wraz z rozwojem gatunku. To właśnie ona sprawiła, że człowiek zaczął przekształcać zastaną rzeczywistość, nadając krajobrazowi nowe znaczenie. Początkowo nie budował – zamieszkiwał to, co oferowała natura. Z czasem jednak zaczął ją kształtować, wykorzystując materiały dostępne wokół siebie.

Globalny zawód, lokalna opowieść.

Architektura jest jednym z niewielu zawodów, który nie zna granic. Rysunek wykonany przy biurku we Wrocławiu może stać się budynkiem w Oslo, Dubaju czy Tokio. Język projektu jest uniwersalny. Niezależnie od szerokości geograficznej architekt posługuje się tą samą geometrią, tymi samymi zasadami konstrukcji i podobnym sposobem myślenia o przestrzeni. To wolność – móc tworzyć w dowolnym miejscu na świecie i pozostawiać po sobie ślady.

Cykl życia.

Każdy z nas bez trudu potrafi opisać biologiczny cykl życia człowieka. Rodzimy się, dorastamy, dojrzewamy, starzejemy się i umieramy. Ten proces jest widzialny, namacalny i nie podlega dyskusji. Znacznie rzadziej dostrzegamy jednak drugi, równie ważny wymiar naszego istnienia – rozwój psychiczny. Jak się okazuje ten drugi wymiar rzeczywistości nie zależy od wieku, a jego bezwzględnym nauczycielem jest samo życie.

Artykulacja przestrzeni.

Artykulacja przestrzeni jest kreowaniem pomiędzy pełnią i pustką. To proces, w którym materia nie istnieje dla samej siebie, lecz po to, by nadać znaczenie temu, co znajduje się pomiędzy nią. W teorii przestrzeni pełnia i pustka nie pozostają wobec siebie w opozycji. Są równoważnymi elementami tej samej kompozycji. Nie istnieją niezależnie. Każda bryła definiuje pustkę, a każda pustka nadaje sens bryle.

Bezkres był początkiem.

Jedna z filozoficznych koncepcji początków świata głosi, że początkiem wszystkiego, a jednocześnie tym co przenika i tworzy każdą materię jest bezkres. To, co nieskończone, nieokreślone i niewyczerpane staje się przestrzenią możliwości. Bezkres nie był pustką, lecz potencjałem, z którego mogły wyłonić się wszystkie rzeczy, prawa i zjawiska tworzące rzeczywistość. Zdanie „Bezkres był początkiem” inspiruje. A im dłużej nad nim rozmyślamy, tym bardziej odkrywamy, że kryje w sobie niezwykłą siłę – nie tylko filozoficzną, lecz także twórczą.

Walcząc z wiatrakami.

Najtrudniejsze bitwy nie rozgrywają się na oczach innych. Toczą się w ciszy, w chwilach zwątpienia, kiedy jedynym świadkiem jest nasze sumienie. To właśnie tam poznajemy siebie naprawdę. Człowiek od zawsze w pewnym sensie pozostaje samotny. Nawet będąc wśród ludzi, nosi w sobie świat myśli, doświadczeń i zmagań, którego nie widać.

O pasji i umieraniu.

Pasja zwykle kojarzy się z ogniem życia. Z czymś, co budzi człowieka o świcie i nie pozwala zasnąć przed północą. Bywa jednak, że ten sam płomień zaczyna wypalać od środka. Człowiek oddaje mu wszystko: czas, spokój, siły, a czasem także siebie. I właśnie wtedy zaczyna się ciche umieranie z pasji – nie jako nagły koniec, lecz jako powolne gaśnięcie tego, co kiedyś dawało sens.

Punkty pozornie styczne.

Pierwsze spojrzenie bywa najbardziej przekonujące, ale potrzebuje drugiego wglądu. Intuicyjnie przekazuje informacje, które potrzebują uporządkowania. Oko człowieka ma naturalną skłonność analizy rzeczywistości. Szuka krawędzi, przecięć, zależności i miejsc, w których jeden element spotyka się z drugim. Czasem jednak to, co wydaje się punktem przecięcia, jest jedynie efektem perspektywy.