Tak od niechcenia.
Tak od niechcenia stwórzmy coś. Brzmi lekko. Niby od niechcenia, nie wymuszając nic przychodzą najlepsze pomysły. To taki stan, w którym umysł, nierozproszony niczym, staje się wolny i zrelaksowany. Widzi pustkę i uruchamia wyobraźnię. Na tym polega energia kobieca — to zdolność tworzenia. Kiedy pojawia się przestrzeń, w której nie trzeba niczego udowadniać ani kontrolować, energia zaczyna płynąć. Ta sama energia, która tworzy życie, powołuje do życia projekty. Być może dlatego architekci nazywają je czasem swoimi dziećmi.
Zaczynając od początku, najpierw trzeba sobie stworzyć odpowiednie warunki. Trudno o swobodę wyobraźni, kiedy głowa zajęta jest dziesiątkami niedokończonych spraw, problemów czekających na rozwiązanie i drobiazgów, które nieustannie domagają się uwagi. Tak jak kiedyś przed nauką zaczynałam od sprzątania pokoju, tak teraz przed projektowaniem zaczyna się porządkowanie. Domknięcie tego, co można. Rozwiązanie tego, co bieżące. Zorganizowanie codzienności tak, aby nie szukać z niej ucieczki.
Wtedy robi się miejsce na kreatywność. Zapada błoga cisza, w której można usłyszeć to, co dzieje się wewnątrz. Pojawia się pusta, a jednocześnie pełna możliwości przestrzeń. Zaczyna się etap poszukiwań, uważności, obserwacji, dostrzegania potencjału, zastanowienia, refleksji, uczuć. To czas zapoznania się z miejscem, inwestorem oraz zadaniem, które mamy przed sobą. Gdy pojawia się pierwsza myśl, staje się ona inspiracją dla kolejnej. Powstaje efekt kuli śnieżnej, w którym projektowanie jest procesem polegającym na pomnażaniu.
Tworzeniu sprzyja również atmosfera, w której nie trzeba bać się własnych pomysłów. Potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa, zaufanie i świadomość, że można powiedzieć coś głupiego, dziwnego, nieadekwatnego. Pozwolenie na to, by nie być idealnym, mieć wątpliwości i zadawać pytania, kwestionować zastany porządek, tworzyć z chaosu nową rzeczywistość. Jak powiedział pewien mędrzec tylko głupcy wiedzą wszystko. W takim miejscu potrzeba także drugiego rodzaju energii — tej, która buduje ramy, porządkuje i daje oparcie. Jeśli energia kobieca jest ruchem ku powstawaniu, energię męską można potraktować jako siłę, która tworzy dla niej bezpieczne lądowisko. Nie po to, by ją ograniczać, ale by mogła swobodnie działać. To ona pomaga uporządkować rzeczywistość, wyznaczyć granice, zadbać o zasoby, czas i przestrzeń. Jest konstrukcją, na której można się oprzeć.
Tworzenie potrzebuje więc zarówno nieograniczonej pustki, jak i ramy. Ciszy i działania. Momentu rozluźnienia i koncentracji. Potrzebuje przestrzeni, w której można zanurzać się bez końca, ale jednocześnie poczucia, że kiedy pomysł już się pojawi, będzie umiał wyjść na suchy brzeg. Być może właśnie na tym polega sztuka tworzenia — nie na wymuszonym wysiłku, lecz na umiejętności przygotowania gruntu, a potem pozwoleniu rzeczom, by zaczęły dziać się trochę od niechcenia.