Przypadek nie istnieje.
Jak kiedyś powiedział Carl Gustav Jung „przypadek nie istnieje” – bo to co na pierwszy rzut oka wydaje się zbiegiem okoliczności, dopiero po czasie okazuje się elementem większej układanki. Czasem dopiero po latach dostrzegamy, że wydarzenie, które kiedyś wydawało się katastrofą, otworzyło drzwi do zupełnie innej drogi. Dobrym symbolem takiego doświadczenia jest Robinson Crusoe.
Robinson trafia na bezludną wyspę w wyniku katastrofy morskiej. W pierwszej chwili trudno wyobrazić sobie większe nieszczęście. Człowiek zostaje nagle pozbawiony wszystkiego, co znał: domu, ludzi, bezpieczeństwa, dotychczasowego porządku życia. To, co było jego rzeczywistością, przestaje istnieć. Zostaje sam, na kawałku lądu, z ograniczonymi zasobami i koniecznością rozpoczęcia życia właściwie od zera. Odbudowuje je od nowa, kawałek po kawałku. Tym razem jednak z doświadczeniem, które nauczyło go, ile jest w stanie przetrwać, i z wiedzą, która pozwala mu odkrywać własne możliwości.
Historia Robinsona jest czymś więcej niż opowieścią o rozbitku. Jest metaforą nowego początku. Pokazuje, że czasem życie odbiera nam wszystko, co przez lata budowaliśmy, aby zmusić nas do postawienia pytania: co teraz? Każdy przechodzi przez momenty krytyczne: rozstania, straty, przeprowadzki, zamknięcie pewnego etapu albo decyzje, których w momencie podejmowania zupełnie nie rozumiemy. Czasem trzeba nawet spalić za sobą mosty, by nie kusiły nas powroty. Dopiero później okazuje się, że to był najlepszy start.
Podejmując decyzje pomaga nam coś, co można nazwać wewnętrznym kompasem. Nie jest to mapa z dokładnie wyznaczoną trasą. Raczej ciche poczucie kierunku — intuicja, przeczucie, zainteresowanie, potrzeba zmiany, czasem nawet niepokój, który mówi nam, że dotychczasowa droga przestała być nasza. Wewnętrzny kompas nie pokazuje nam dokładnego celu. Mówi jedynie: idź tam, zrób to, sprawdź, zobacz, co jest za kolejnym zakrętem. Dopiero czas odkrywa, gdzie prowadzi dana droga. Nie rzadko okazuje się, że błądziliśmy, ale zawsze wynosimy z tych podróży cenne lekcje.
Ludzie lubią nadawać sens temu co przeżyli. Pojawia się on wtedy, gdy odwracamy się i patrzymy na przebytą drogę. Tworzymy baśnie i opowieści z własnych przeżyć. Sami łączymy kropki wypełniając przestrzeń pomiędzy nimi znaczeniem. Możemy jednak z tych samych punktów utworzyć zupełnie nową historię. Tak jak mówi się, że czas leczy rany, tak naprawdę tylko zmieniamy opowieść, dojrzewając i odkrywając nowe lądy.
I być może właśnie dlatego nie wszystko, co dziś wygląda jak przypadek, nim jest. Niektóre rzeczy potrzebują po prostu czasu, abyśmy mogli nadać im wartość. Być może właśnie dlatego nic, co naprawdę przeżyliśmy, nie zostaje stracone. To, co tracimy, z czasem może zamienić się w coś nowego — doświadczenie, siłę, świadomość, odwagę albo przestrzeń na coś, czego wcześniej nie potrafiliśmy sobie wyobrazić. Strata nie zawsze jest końcem. Czasem jest formą przemiany. To, co zostało nam odebrane, wraca do nas w innej postaci — niekoniecznie jako to samo, czego pragnęliśmy, lecz jako coś, co pozwala nam stać się bardziej sobą. Jak feniks, który odradza się z popiołów, również my możemy z tego, co się skończyło, zbudować coś nowego i pełniejszego.