Karma dla duszy.
Czym karmi się dusza? Każdy intuicyjnie wie czego mu potrzeba. Może to być właściwie wszystko, czego doświadczamy: ludzie, rozmowy, książki, muzyka, obrazy, miejsca. Duszę karmią podróże, kontakt z naturą, sztuka, ruch, tworzenie, bliskość drugiego człowieka, ale również cisza i samotność. Karmią ją drobne przyjemności – zapach porannej kawy, ciepło słońca na twarzy, zakamuflowana prawda. Jest też druga strona medalu. Pokarmem dla duszy są również rozczarowania, straty, trudne relacje, porażki i momenty, których najchętniej byśmy nie przeżyli. Dusza nie odżywia się bowiem wyłącznie tym, co dobre. Karmi się wszystkim, co pozostawia w nas jakiś ślad. I tutaj dwuznaczność słowa karma łączy się w jedność.
Ciało jest pod tym względem znacznie bardziej konkretne. Nauka stworzyła zasady zdrowego odżywiania się. Mamy piramidę wyznaczającą bazę potrzebnych składników. Ciało potrzebuje wody, białka, tłuszczów, węglowodanów, witamin i minerałów. Możemy stworzyć idealny jadłospis, przeliczyć jego wartość odżywczą w książkowych proporcjach i obserwować, jak to, co jemy, przekłada się na zdrowie, siłę czy samopoczucie. Okazuje się, że nawet najlepsza dieta nie da nam sił życiowych, jeśli zabraknie tego, co sprawia, że w ogóle chcemy wstać rano z łóżka. Możemy być fizycznie bezpieczni i syci, a mimo to odczuwać pustkę. Możemy też znajdować sens i wewnętrzną siłę w sytuacjach, w których ciało doświadcza niewygody. To oczywisty dowód na to, że nasze istnienie nie kończy się na fizyczności.
Można zaryzykować tezę, że pod względem fizycznym wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Mamy ręce, nogi, głowę, serce, mózg i te same podstawowe potrzeby biologiczne. Prawdziwa różnorodność zaczyna się dopiero wewnątrz. Każdy z nas posiada własną jaźń, świadomość i podświadomość – niepowtarzalny układ wspomnień, doświadczeń, emocji, pragnień, lęków, skojarzeń i myśli. Możemy nazwać tę wewnętrzną przestrzeń psychiką albo umysłem. O ile mogą występować podobne przeżycia i emocje to nadal każdy człowiek jest inny. Nie ma dwóch jednakowych kopii. Nazywam to głębią istnienia, czyli duszą.
Podobną zależność można dostrzec w pracy i biznesie. Przyzwyczailiśmy się mierzyć ich wartość produktywnością: liczbą wykonanych zadań, przepracowanych godzin, wysłanych wiadomości, zdobytych klientów czy zarobionych pieniędzy. Tyle że produktywność pozbawiona celu może stać się równie bezproduktywna jak bezczynność. Można robić bardzo dużo i jednocześnie donikąd nie zmierzać. Produkować dla samego produkowania, organizować dla samego organizowania, wypełniać kolejne rubryki i odhaczać zadania, nie zadając sobie najważniejszego pytania: po co właściwie to robię? Działanie potrzebuje idei tak samo, jak człowiekowi do życia nie wystarcza pokarm.
Architektura pokazuje to wyjątkowo wyraźnie. Jest usługą polegającą na realizacji określonego zadania projektowego – odpowiedzi na potrzeby inwestora i stworzeniu przestrzeni, która ma pełnić określoną funkcję. Jej rezultat jest więc bardzo materialny, choć sam proces rozpoczyna się od czegoś całkowicie niematerialnego. Budynek, zanim stanie na fundamentach, najpierw istnieje w głowie projektanta. To, co początkowo było jedynie wyobrażeniem, zostaje zapisane w rysunkach, modelach i dokumentacji. W pewnym momencie przekracza granicę pomiędzy światem myśli a światem materii. Coś, co jeszcze niedawno istniało wyłącznie w świecie wirtualnym, zaczyna zajmować rzeczywiste miejsce na Ziemi. Niemal jak za dotknięciem magicznej różdżki myśl staje się materią, a wyobrażenie – rzeczywistością.
I być może właśnie tutaj architektura zatacza pełne koło. Powstaje we wnętrzu człowieka, aby później stać się częścią świata zewnętrznego i ponownie oddziaływać na jego wnętrze. W najlepszym wydaniu architektura nie jest więc wyłącznie odpowiedzią na zadanie projektowe ani materialnym efektem pracy. Staje się doświadczeniem, które pozostaje w człowieku. Jest pokarmem dla duszy – karmą, która najpierw rodzi się w człowieku, potem przybiera materialną formę, by ostatecznie powrócić do człowieka.