„Jeśli urodziłaś się bez skrzydeł, nie rób nic, by przeszkodzić im wyrosnąć.”
Tym słynnym cytatem Coco Chanel stała się patronką zdania o skrzydłach. Jej droga nie zaczęła się w świecie luksusu, którego później stała się symbolem. Coco pochodziła ze skromnego środowiska, część dzieciństwa spędziła w sierocińcu, a mimo to stworzyła własny język mody i markę, która przetrwała ją samą. Nie dostała gotowych skrzydeł. Można powiedzieć, że konstruowała je podczas lotu.
Ludzie śnią o lataniu. To jeden z najbardziej niezwykłych obrazów tworzonych przez umysł. We śnie człowiek nagle odkrywa, że potrafi oderwać się od ziemi. Po prostu lecieć. Ruch przypomina pływanie tylko nie w wodzie, a w powietrzu – nawet styl jest podobny do żabki albo kraula. Lata po szkole, po miejscach które faktycznie zna. Sen o lataniu można oczywiście tłumaczyć na wiele sposobów. Taki obraz może stać się czymś więcej niż przypadkową nocną fantazją. To, co sobie wyobrażamy — świadomie czy we śnie — może pozostawić po sobie emocję, pytanie, pragnienie. Może pokazać nam obraz siebie, którego na jawie jeszcze do siebie nie dopuszczamy. Sam sen nie mówi nam, którą drogą pójść. Może jednak pozostawić po sobie bardzo wyraźne poczucie kierunku: chcę wznieść się ponad to, co mnie ściąga w dół.
Jeśli w snach latanie jest możliwe to co takiego nam przeszkadza za dnia. Człowiek doskonale radzi sobie z konstruowaniem własnych ograniczeń. Produkuje myśli, które brzmią rozsądnie, np. A co jeśli się nie uda? Nie potrafię. Ktoś może zrobić to lepiej. Razem te myśli potrafią stworzyć całkiem solidną klatkę. I wcale nie musi jej budować dla nas nikt z zewnątrz. Jest to całkiem naturalny proces. Mózg nieustannie próbuje przewidywać, co wydarzy się za chwilę, ocenia otoczenie i wychwytuje potencjalne zagrożenia. Tym charakteryzuje się mechanizm przetrwania. Problem zaczyna się wtedy, kiedy system alarmowy działa również tam, gdzie nie istnieje realne niebezpieczeństwo, lecz jedynie możliwość niepowodzenia.
Dla umysłu ryzykiem może stać się przecież nie tylko fizyczne zagrożenie. Może nim być ocena, odrzucenie, utrata pozycji, niepewność albo zwyczajny błąd. Zaczynamy wtedy przewidywać, analizować i kontrolować. Zamiast zastanawiać się, co można stworzyć, nasze myśli kierujemy na strach. Nie istnieje oczywiście jeden obszar mózgu odpowiedzialny za strach i drugi przeznaczony do kreatywności. Twórcze myślenie jest efektem współpracy wielu sieci neuronalnych. Można jednak powiedzieć coś znacznie prostszego: umysł zajęty nieustannym sprawdzaniem, czy jest bezpiecznie, ma mniej przestrzeni na pytanie: „a co jeszcze jest możliwe?”
Kiedy czujemy zagrożenie, uwaga naturalnie kieruje się ku temu, co może pójść źle. Kreatywność potrzebuje natomiast choćby chwilowej zgody na błądzenie. Na zestawienie rzeczy, których wcześniej ze sobą nie łączyliśmy. Na rozwiązanie, które początkowo wydaje się niedorzeczne. Na możliwość popełnienia błędu i wybrania drogi, której końca jeszcze nie znamy. Poczucie bezpieczeństwa nie tworzy więc kreatywności, ale może stworzyć dla niej przestrzeń.
Jeszcze innym stanem umysłu jest flow — stan opisany przez psychologa Mihálya Csíkszentmihályiego. To szczególny stan całkowitego zanurzenia w wykonywanej czynności, kiedy uwaga skupia się niemal wyłącznie na tym, co robimy, poczucie czasu słabnie, a wewnętrzny głos oceniający każdy kolejny ruch na chwilę cichnie. Nie oznacza to braku wysiłku — przeciwnie, mózg może wtedy pracować niezwykle intensywnie — ale wysiłek przestaje być odczuwany jako ciężar. Wiedza, doświadczenie, intuicja i wyobraźnia zaczynają ze sobą współpracować, a kolejne rozwiązania pojawiają się z zadziwiającą naturalnością. Jedna myśl prowadzi do następnej, jedna kreska podpowiada kolejną, problem zaczyna układać się w spójną całość. Towarzyszy temu szczególny rodzaj satysfakcji, czasem wręcz radość samego tworzenia. Być może flow jest właśnie chwilą, w której przestajemy sprawdzać, czy nasze skrzydła działają — i po prostu zaczynamy na nich latać.
I może właśnie tutaj sen o lataniu spotyka się ze stanem flow. W obu przypadkach znika ciężar. We śnie przestajemy zastanawiać się nad grawitacją. We flow przestajemy zastanawiać się nad każdym własnym ruchem. Nie oznacza to utraty kontroli. Raczej moment, w którym zdobyta wiedza, doświadczenie, intuicja i umiejętności zaczynają współpracować tak naturalnie, że nie trzeba już świadomie sterować każdym elementem.
Coco Chanel, chociaż nie miała łatwego startu, nauczyła się latać. Swoją biografią pokazała, że możemy nauczyć się nie przeszkadzać samym sobie w rozwijaniu własnego potencjału. Nie tworzyć wokół siebie klatki z ograniczających myśli, obaw i przekonań o tym, czego nie możemy albo nie potrafimy zrobić. Nie podcinać własnych skrzydeł, zanim zdążymy sprawdzić, dokąd mogą nas ponieść. Rozwijanie potencjału wymaga determinacji, ale również stworzenia sobie przestrzeni, w której może pojawić się odwaga, swoboda myślenia i radość tworzenia. Jeśli nie urodziliśmy się ze skrzydłami, możemy przynajmniej nauczyć się nie przeszkadzać im rosnąć. A kiedy już wyrosną — nauczyć się latać.