Masz talent.

To zdanie wywołuje reakcję i trudno przejść obok niego zupełnie obojętnie. Można przyjąć je bez większego zastanowienia: tak, wiem, to oczywiste. Można też pomyśleć: co ty właściwie opowiadasz? Jaki talent? Gdzie? Albo po prostu: czego ty ode mnie chcesz?

Ci pierwsi przyjmują komplement i idą dalej. Ci drudzy zaczynają się zastanawiać. Szukają w sobie czegoś, co mogłoby potwierdzić usłyszane słowa. Być może po raz pierwszy próbują spojrzeć na siebie nie przez pryzmat tego, czego im brakuje, ale tego, co już w sobie mają.

W podejściu Gallupa talent nie musi oznaczać spektakularnego daru. Jest raczej naturalnym, powtarzalnym sposobem myślenia, odczuwania i działania. Jedni instynktownie analizują, inni organizują, jeszcze inni dostrzegają możliwości, budują relacje, rywalizują, zbierają informacje albo nieustannie szukają nowych rozwiązań. To właśnie te naturalne tendencje sprawiają, że w podobnej sytuacji różni ludzie zauważają coś zupełnie innego.

Od tej strony patrząc talent mówi o człowieku znacznie więcej niż lista jego umiejętności. Bo nasze talenty nie funkcjonują w oderwaniu od tego, kim jesteśmy. Wyrastają z naszego wnętrza, temperamentu, doświadczeń, zainteresowań, sposobu reagowania na świat i historii, którą ze sobą niesiemy. To, co dla jednej osoby jest oczywiste, dla drugiej może być niemal niewidoczne. To, co robimy automatycznie, ktoś inny musi świadomie wypracować. Talent jest więc pewnego rodzaju prawdą o człowieku — śladem tego, jak skonstruowany jest jego wewnętrzny świat.

W tym sensie Gallup nie tyle rozdaje ludziom talenty, ile pomaga nazwać pewne wzorce, które już w nich istnieją. Nagle coś, co przez lata wydawało się zwyczajną cechą charakteru, okazuje się zasobem. Ciekawość staje się talentem do zbierania informacji. Potrzeba rozumienia — analitycznością. Łatwość dostrzegania różnych dróg — odkrywczością. Potrzeba działania — aktywatorem. To, co wcześniej było po prostu „mną”, otrzymuje nazwę. A nazwanie czegoś pozwala zacząć świadomie z tego korzystać.

Samo słowo „talent” ma zresztą znacznie starszą historię niż współczesne testy psychologiczne. Jedno z jego najbardziej znanych znaczeń odnajdujemy w biblijnej przypowieści o talentach. Pan, wyjeżdżając, powierza swój majątek sługom. Jednemu daje pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden — każdemu według jego możliwości. Pierwsi dwaj wykorzystują to, co otrzymali, i pomnażają powierzony majątek. Trzeci, ze strachu przed jego utratą, zakopuje swój talent w ziemi. Kiedy pan wraca, rozlicza każdego nie z tego, ile otrzymał, lecz z tego, co zrobił z tym, co zostało mu powierzone.

Przypowieść można więc odczytać szerzej: nie każdy otrzymuje to samo i nie chodzi o to, aby wszyscy stali się tacy sami. Chodzi o rozpoznanie tego, co zostało nam dane, i zrobienie z tego użytku. Największym błędem nie jest posiadanie „jednego talentu” zamiast pięciu. Jest nim zakopanie własnego potencjału tylko dlatego, że wydaje nam się niewystarczający.

Architektura jest dobrym przykładem by zastanowić się nad tym czym jest talent. Zawód ten składa się z dziesiątek bardzo różnych kompetencji. Przede wszystkim architekt musi opanować jedną z podstawowych umiejętności współczesnej pracy — kopiuj i wklej. I choć brzmi to jak żart, w praktyce nawet ta prosta czynność wymaga wiedzy, co skopiować, skąd, dokąd i czy przypadkiem właśnie nie przenieśliśmy do nowego projektu rozwiązania, które zupełnie do niego nie pasuje. Do tego dochodzi coś jeszcze trudniejszego do zmierzenia: gust często wykształcony na studiach. Poza tym zdolność wyobrażenia sobie budynku w pustej przestrzeni, umiejętność przewidzenia, jak budynek wpisze się w kontekst oraz wiele innych..

Możemy rozwijać umiejętności. Możemy zdobywać wiedzę. Możemy nauczyć się programu, języka, zawodu, zasad kompozycji czy interpretowania przepisów. Możemy ćwiczyć to, w czym jesteśmy słabi, i doskonalić to, co przychodzi nam naturalnie. Możemy bardzo wiele w sobie zmienić. Łącząc to z teorią Gallupa być może „talent” zaczyna się w miejscu, gdzie wiedza przechodzi przez konkretnego człowieka. Być może polega on na tym, że robimy pewne rzeczy w sposób, którego nikt inny nie powtórzy dokładnie tak samo.

I właśnie tutaj dochodzimy do przewrotnej puenty całej historii. Talenty nie istnieją.

Nie istnieją przynajmniej jako jakieś magiczne właściwości, które zostały rozdane wybranym ludziom, podczas gdy pozostali muszą radzić sobie bez nich. Nazwaliśmy pewne powtarzalne właściwości „talentami”, ponieważ potrzebowaliśmy słowa, które pozwoli je uchwycić. Gallup nadaje im jeszcze bardziej precyzyjne nazwy. Biblia opowiada o konieczności wykorzystania tego, co zostało nam powierzone. Ale pod tymi wszystkimi nazwami nadal znajduje się po prostu człowiek. A każdy z nas jest tym, kim jest.